czwartek, 09 stycznia 2014 14:41

Test

Napisał

                                                           

       

                                                              Nowy rozdział

Rozpoczął się nowy etap w życiu świeżo opierzonego młodzieńca z dyplomem inżyniera ukochanej Alma Mater - Politechniki Szczecińskiej. Pamięć o Niej jest  żywa nie tylko na naszych Zjazdach a utrwalamy ją dla przyszłych pokoleń na naszej stronie internetowej.

                                                                                                  Pierwsza praca

      1957 -1959     Pierwszą pracę podjąłem   w dniu 02.09.1957 w Zakładzie Remontowo-Montażowym -  Zjednoczenia Przemysłu Mleczarskiego w Szczecinie,mieszczącym się przy ulicy Gdańskiej  nr. 21b /  blisko przy istniejącej  pętli tramwajowej/ W tym miejscu należy się wyjaśnienie dotyczące określenia - Przemysł Mleczarski.W okresie przedwojennym rozwijające się mleczarstwo ukształtowane było w strukturach spółdzielczości i jako takie siłą rozpędu także działało po 1945 roku. Dekretem z roku 1954 zostało upaństwowione i tak powstał Przemysł Mleczarski. Analogicznie powstały Zjednoczenia Przemysłu innych branż. n.p Jajczarsko-Drobiarskim.Zakład Remontowo - Montażowy mieścił w murach poniemieckich wytwórni pokryć dachowych /papy, smoły /przy zasypanym kanale wodnym. /stanowiącym do 1945 strefę wolnocłową/. Kanał został zasypany w trakcie budowy amerykańskiej wywrotnicy wagonowej do przeładunku węgla na statki. Wyposażenie technologiczne wraz z wyposażeniem zakładowej elektrowni zostało zdemontowane i ślad po nich zaginął. W tym miejscu należy przypomnieć, że port przez jakiś czas był pod władaniem radzieckim. Zakład gospodarował w 3/4  części zabudowy a resztę  przedsiębiorstwo - Jajczarsko - Drobiarskie.Po wstępnej rozmowie z  Dyrektorem Zakładu Remontowo-Montażowym - Romanem Tomaszewskim i zapoznaniu z całością poszczególnych jego ogniw dostałem. w dniu  2.września 1957 r.  angaż na stanowisko  „ starszego  technika produkcji,  z uposażeniem 900 zł. + premia w/gr. IIII w zależności od wykonania planu. Część kadry to ludzie z dużym doświadczeniem życiowym jak  i zawodowym. Traktowali nas bez wywyższania i z dużą wyrozumiałością. Drugą część stanowiliśmy my: żółtodzióby :. Bronek Slęga- Kier. Warsztatu Mechanicznego, trochę później  dołączył Zygmunt Lenartowicz „ Bema”- Kier. brygady Remontowo - Montażowych /w terenie/  i ja  ówcześnie  jako kierownik /jednoosobowego/ Działu Technologicznego Produkcji  a później ze starszego rocznika doszedł  Czesław Kopp jako Główny Mechanik.W okresie mojej pracy w 1958 r nastąpiła reorganizacja analogicznych Zakładów Remontowo- Montażowych w całym kraju. Nadzór  przejął Centralny Związek Spółdzielni Mleczarskich  w  Warszawie. W jego systemie  powstało Biuro Projektowe „Mleczmasz” opracowujące dokumentację konstrukcyjną.  Początki były bardzo  trudne i cały ciężar spadał na barki świeżo opierzonych dyplomantów. Zakład poza typowymi obrabiarkami skrawającymi, gilotyny do cięcia blach , walcarki, prymitywnej kuźni i cynowni nie posiadał nic co by było pomocnym w przyszłej produkcji. Cały ciężar wdrażania spadł na barki pionu technicznego ówczesnego szefa produkcji - pana Kazimierczaka, /głównego pomysłodawcy przedsięwzięcia produkcji/, Bronisława Slęgi i  moje. Nie mieliśmy  żadnej rozpracowanej technologii, komórki technologicznej i wdrażanie do produkcji odbywało przy dużej improwizacji i kolejnych próbach. Doświadczenia zbierało się w licznych wyjazdach delegacyjnych do podobnych zakładów remontowo-montażowych rozsianych w kraju. To my na wniosek Dyrektora Zakładu, przy ówczesnym Kier. produkcji St.Kazimierczaka- wdrożyliśmy do produkcji kontenery do przewozu mleka środkami transportu samochodowego. Kontenery o pojemności 1200 litrów, zabudowane były na konstrukcji wyposażonej w odpowiednie płozy, zapewniającą  eksploatację. Umożliwiały one przez długie lata dostawę mleka z terenu województw do dalszego przerobu w mleczarniach okręgowych w całym kraju. Był to w tym okresie pierwszy  sztandarowy produkt Zakładu Remontowo - Montażowym /zał. /W między czasie przygotowaliśmy do produkcji stacjonarne zbiorniki do magazynowania mleka w zakładach mleczarskich. Były to zbiorniki - K1.Al.10 m - o pojemności 10000 litrów K2 Al. 2,5 m - o pojemności 2500 l. oraz  po roku pasteryzatory bębnowe. W potocznym języku  była to produkcja antyimportowa.

Technologia produkcji:Podstawowym materiałem były blachy aluminiowe o różnej grubości. Materiał przy ówczesnej technologii był trudnym do spawania acetylenowego i początkowo sprawiało nam dużo problemów. Spawanie polegało na równomiernym położeniu spoiny na zewnętrznej jak i utrzymania najmniejszego przetopu po stronie wewnętrznej. Było to istotne  w dalszym procesie technologicznym.  Spawacze szybko opanowali ten kunsz.   Arkusze blach spawane acetylenowo za pomocą odpowiednich prętów /”elektrod”/ wykonywanych z odpadowych bl. alum. Pręty w czasie spawania zanurzano w boraksie.Spawy były wyrównywane i wygładzane ręcznie. Poszczególne części łączone zbiornika były na wydzielonym stanowisku. Blachy na dennice spawane jak wyżej były obcinane  w  kręgi i kształtowane w odpowiednich oprzyrządowaniach - szablonach, wykonanych ze stalowej dennicy zdobytej ze złomowiska w Pyrzycach. Czołowa część stalowej dennicy służyła do wyoblania za pomocą drewnianych młotów i palnika gazu - propan butan. .Do wycinka części krawędziowej stalowej dennicy  wykonano stabilną konstrukcję umożliwiającą formowanie obrzeża aluminiowego w techn. jak wyżej. Po wyposażeniu przedniej  dennicy włazem, mieszadła z zespołem napędowym   odpowiednimi  króćcami wsuwano  w  stalowe łoże oparte na czterech wspornikach. Całość była izolowana odpowiednimi matami  i osłonowo zabezpieczana płaszczem z blachy stalowej.. Technologia jak wyżej była stosowana analogicznie do zbiorników K2. Al.2 5 m. /zał./ Radował nas widok wysyłanych transportem kolejowym  kolejnych naszych produktów. W tym okresie z Bronkiem Slęgą zaczęliśmy przygotowaniem wykonania prototypu   bębnowego pasteryzatora mleka wg. dostarczonej dokumentacji przez Biuro konstrukcyjne CZSM w Warszawie. Była to tylko goła dokumentacja konstrukcyjna, bez  żadnych wskazówek technologicznych  i wytycznych oprzyrządowania. Było to urządzenie  stosowane do pasteryzowania mleka w odpowiedniej temperaturze w bębnowym urządzeniu, w którym ruch  cieczy wspomagało  odpowiednie mieszadło. Mleko podgrzewane było zewnętrzną komorę parową. w środkowej zaś części przez walcowy wkład. Mieszadło ruchome między nimi wprawiane w ruch obrotowy silnikiem elektrycznym przez przekładnie  umieszczoną w podstawie. /zał./. Przygotowanie  oprzyrządowania odbywało się przez wnioski racjonalizatorskie a w szczególności dotyczyło to specjalistycznej walcarki  do formowania karbowanego bębna wewnętrznego, z blachy miedzianej. Wielka w tym zasługa Bronka Slęgi. Ukształtowany płaszcz wew. bębna trafiał do kuźni w  ręce wygi kotlarskiego, który ogniem i  swym kunsztem nadawał właściwą formę. Pozostało tylko ocynować w przyzakładowej cynowni. Podstawę pasteryzatora  dokumentacyjne opracowali pracownicy PS. i po wielu poprawkach mogła ruszyć produkcja.

Cynownia: Był to kilkuosobowy dział zajmujący się renowacją konwi mleczarskich, tak popularnych w  tym czasie na wsi. Renowacja głównie polegała na odnowieniu powierzchni całości konwi. Technologia - trawienie w specjalnym zbiorniku z kwasem, płukanie w wodzie a następnie suszenie na wolnym powietrzu. Osobna operacja to zanurzenie całej konwi w roztopionej cynie, w wielkich podgrzewanych zbiornikach. Nadmiar cyny spływał w trakcie wyjmowania konwi ze zbiornika.  Produkcja prosta, nie stwarzająca kłopotów. Cyna była angielska i obsługa musiała się odpędzać od  indywidualnych  Cyniarzy. 

Rok 1959 był rokiem przełomowym w moim życiu osobistym. Postanowiliśmy z poderwaną  swego czasu na  „kozim targu” partnerką- Zofią zawrzeć związek małżeński .Wybranką była jeszcze studentką  Akademii Medycznej w Szczecinie. Świadkami ślubu cywilnego byli  koledzy ze studiów Czesław Kopp i Zenon Frąszczak. /zał./ Ślubowaliśmy  przed ołtarzem kościoła katedralnym w Gorzowie Wielkopolskim a jednym ze świadków był nasz kolega  Kaziu Spalinski.  Dojazd wraz moją rodziną do domu  rodzinnego  w Gorzowie odbył się samochodem osobowym „FSO Warszawa” . Na marginesie wspomnieć trzeba że przydział w stolicy wywalczyłem bez żadnych kosztów ubocznych.  Był to rok też okres dla mnie  czas trudny i pełen rozterek. Nie trzeba przypominać że były to czasy gomułkowszczyzny, czas iluzyjnego przetasowania ustrojowego, który niestety dotknął i nasz Zakład ale nie tylko. Zgodnie z obowiązującą nomenklaturą upychano w nagrodę na kierownicze stanowiska przedsiębiorstw ludzi którzy nie pasowali do świetlanej historii okres budowy socjalizmu. Nastał nowy nominowany dyrektor Zakładu Remontowo-Montażowego ob. Z.S. /z  nawykami nie adekwatnymi do zarządzania Przedsiębiorstwem./ .Dyrektorem od spraw technicznych Zjednoczenia Spółdzielni Mleczarskich w Szczecinie, p. M.S. przedwojenny mleczarz, ,Wielkopolanin, człowiek.erudyta w tej dziedzinie. Oddający całą energie i serce rozwojowi mleczarstwa na naszym rejonie. Znający każdą rejonowe mleczarnie od samej podszewki /nie jak inni od strony magazynów produktów gotowych./ Jego wiedza na tematy techniczne jak i rezerw materiałowych była wielka i szczegółowa. Pozwalała ona ekipom remontowo-montażowym, w sprawach alarmowych zapobiegać groźnym awariom w niejednej mleczarni. Był pełen zaangażowany w postęp technicznym a dowodem między innymi był pomysł wykonania nowej dozownicy do porcjowania w opakowania sera topionego dla Mleczarni w Goleniowie.W ramach zlecenia wraz z Bronkiem Slęgą podjedliśmy się wykonania dokumentacji  i rzeczowego pierwowzoru, przy zaangażowaniu dużym podwykonawców z poza Zakładu.  Jak wspomniałem wyżej, stało to się nieopatrznie jednym z ogniw zapalnym konfliktu, tak w elitach na górze jak i w moim Zakładzie. Niezgodność współdziałania na szczeblu Zjednoczenia Spółdzielni Mleczarskich Szczecinie pomiędzy Dyrektorem Naczelnym ob. K. a jego Zastępcą do spraw technicznym , spowodował konflikt w którym jednym z ogniw miała być moja osoba. Zaproszony zostałem na rozmową do prywatnego mieszkania Dyrektora Naczelnego. Pod koniec luźnej pogawędki, przedstawił główny temat zaproszenia.  Mam potwierdzić iż jego Zastępca zlecił nam wykonanie dozownicy pod warunkiem otrzymania gratyfikacji pieniężnej. Uściślił to warunkiem iż odmowa z mej strony może spowodować nie ukończenie studiów przez moją Żonę. Historia - niestety po czasie dowiodła że intryga się nie powiodła. Mam czyste sumienie.Drugim ogniwem w który się wtarabaniłem to meldunek dyrektorowi Zakładu o uszkodzeniu walcarki do blach przez obsługującego pracownika. Zamiast odpowiednio wyregulować walce profilujące blachy. wsypał garście gruboziarnistego piachu. Plan goni a tu główne urządzenie trzeba było zdemontować i przetaczać walce formujące poza zakładem. Wówczas dowiedziałem się że ten nieszczęśnik to partyjny sekretarz partii.  Z ust Dyrektora usłyszałem - „ mam nawyki kapitalistyczne” i inne podobne uwagi.Trudny to był okres pracy i stopniowo  zapał do pracy zaczął stopniowo opadać.Goryczy  miarka się przelała, po  niesprawiedliwym podziale nagród za postęp techniczny. Nie dostałem nic a zemsta się jednak dokonała. Zakończyłem pracę po wymówieniu w 31.12.1959 r.

Refleksje na temat mojej pracy w ZRM. Słów kilka na marginesie:- dotyczący tematu dozownicy do porcjowania topionego sera w opakowania. Rozpoznanie tematu prowadziłem w Mleczarni w Goleniowie. gdzie działała jedyna w województwie czynna wysłużona i awaryjna już dozownica. Zamiarem Dyrektora Technicznego Zjednoczenia było zapobieżenie zakończenia tej produkcji i to był początek całej sprawy. Na ostatniej kondygnacji budynku,w dość dużym pomieszczeniu był dział produkcyjny, pełen stołów wraz z pracownicami z jedynym urządzeniem mechanicznym -dozownicą. Technologia produkcji. Część załogi kształtowała   ręcznie opakowania z folii aluminiowej  za pomocą drewnianej kostki formując  je  i wkładając w  długą około 1,2 m. szufladkę z przegródkami, na wymiar opakowania. Dostarczano je na stanowisko dozownicy. Urządzenie wyposażone było w podgrzewany pojemnik do topionego   sera i przy każdym ruchu roboczym tłoka zapełniał jednostkowe opakowania na całej długości szufladki. Po krótkim stygnięciu, na na odrębnych stanowiskach opakowania był zamykane i etykietowane. W rozmowie z Kierownikiem Mleczarni, rzuciłem myśl że możemy się podjąć zadania unowocześnienia, przez automatyzację stanowiska produkcyjnego i zaoszczędzi etaty zwalniając 3/4 załogi. W odpowiedzi usłyszałem: -w pierwszym rzędzie wyleci On, gdyby nawet ta treść naszej rozmowy dotarła do odpowiednich organów. Uzgodniliśmy między sobą że ten temat nie będzie nigdzie poruszany. Nie przewidywałem w tym czasie, że temat „dozownicy” stanie się kanwą późniejszych wydarzeń.Jak tu nie wierzyć w mądrość przysłowia naszego ludu -  ” kto pod kimś dołki kopie ten sam w nie wpada” . Historia to potwierdziła!

Rok 1958 był początkowym okresem nadzoru Zakładu przez Zjednoczenie Budowy i Remontów Maszyn Przemysłu Mleczarskiego „Mleczmasz” w Warszawie. .Nawiązane były częste spotkania z pracownikami „Mleczmaszu”. Niektóre  informacje były rewelacyjne a dotyczyły gospodarki przemysłowej „zgniłego kapitalizmu”. Podjęto w ramach produkcji antyimportowej, zamiar produkowania w ZRM wirówek do oddzielania śmietany z mleka.  W tym celu prowadzono rozmowy z firmą „Delaval”, dotyczące dostaw stożkowych talerzy „serca wirówki”, bez znaku firmowego. Stanowisko firmy było jednoznaczne:- „znak firmowy” kosztuje wielokrotnie więcej niż wart jest komplet wyposażenia. Jak było w tej sprawie to już historia. Udostępniono naszym kontrahentom zapoznanie się z produkcją oraz z ogólnymi warunkami pracy przedsiębiorstwa. Były to dla nas w indywidualnych rozmowach z którymi tam  byli rzeczy bajkowe. Firma posiadała poza zabudową produkcyjną z pełnym umaszynowieniem, oprzyrządowaniem do produkcji finalnych wyrobów, także własne nadbrzeże portowe. W części socjalnej zapewniała obsługę pracownikom we własnej przychodni, szpitalu lub sanatorium.  Firma umożliwiała pracownikom możliwość zakupu samochodów a nawet w rozwiązywaniu spraw bytowo-mieszkalnych, jak nabycie domu lub pomoc w jego  budowie. Formalności załatwiano w firmie. Na jakich to było warunkach nie dociekałem. Te i inne usłyszane informację zasiewały w naszych umysłach, że jednak na świecie  są inne systemy gospodarcze i czy na pewno u nas  nie mógłby być analogiczny. Sceptycyzm  zakiełkował!

Ciekawostka - nie zanotowana chyba w annałach  naszego miasta:  Krążyła opowiastka, - Zakład odwiedził były właściciel  Firmy i rozpłakał się patrząc na zasypany kanał /zał/, Jako wolnocłowy dawał większe profity niż produkcja podstawowa zakładu.

 

Czytany 1348 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 09 stycznia 2014 15:27
Zaloguj się, by skomentować