poniedziałek, 11 kwietnia 2011 18:39

Koncert w metrze - Marzenie Szumanna

Napisał

W śmierdzących i ponurych korytarzach jednej z największych stacji kolejki podziemnej Nowego Yorku na skrzyżowaniu 8-mej Alei i 42-giej ulicy, pod ogromnym wielopiętrowym dworcem autobusowym przez cały dzień i noc przewalają się tłumy ludzi.

Rano tysiące przybyszy opuszcza autobusy jadące z New Jersey i nasyca miejsca pracy Manhattanu. Są to przeważnie urzędnicy. Białe kołnierzyki. Z Bronxu i Harlemu wysysa murzynów pracujących w budynkach biurowych jako obsługa wind i sprzątacze.
Późnym popołudniem tysiące kobiet białych i portorikanek biegnie korytarzami zmieniając pociągi i kierunki jazdy.
Są to sprzątaczki. Słychać języki większości narodów świata. Zawsze fascynował mnie ten pędzący tłum. Próbowałem rozbić go na poszczególne osobniki i odgadnąć co robią i kim są. Jakie mają marzenia? Co ich tu przygnało i co ich tu trzyma?
W tym tłumie sam byłem małą cząstką. Zagubioną i bardzo samotną.
Jednego dnia usłyszałem grę na skrzypcach. Poszedłem w kierunku dźwięku. Pod schodami na wyższej kondygnacji stała młoda dziewczyna. Grała na skrzypcach. Otwarty futerał leżał przed nią. W futerale było trochę pieniędzy. Jedno dolarowe banknoty i bilon. Przypuszczam, że była to studentka konserwatorium. Stanąłem w kręgu słuchaczy. Dziewczyna była bardzo szczupła.
Wysmukłe długie pałce trzymały smyczek. Oczy miała zamknięte. Grała MARZENIE SZUMANNA.
Zasłuchany w tę melodię pomyślałem że ona gra tylko dla mnie. Ta myśl opanowała mnie zupełnie. Nie miałem pieniędzy więc wyjmowałem z kieszeni tokeny i rzucałem do futerału.
Byłem jednak czujny jak zawsze. Wzrok mój przebiegał po twarzach kręgu ludzi otaczających skrzypaczkę. Wyłapałem jednego
widza o rozbieganych oczach i szczurzej twarzy. Uwaga jego skierowana była na pieniądze leżące w futerale.
Obserwował jednocześnie twarze przechodniów słuchających gry. Nasze spojrzenia skrzyżowały się. Moje oczy były zimne i pełne nienawiści.
Nie dam skrzywdzić dziewczyny która gra dla mnie MARZENIE SZUMANNA.
Lewą ręką odpiąłem guzik na prawym rękawie jeansowej kurtki. Umocowany na gumowej tasiemce wewnątrz rękawa, sprężynowy nóż łagodnie spłynął między palce. Otworzyłem go kciukiem. Teraz jego klinga błyszczała w otwartej dłoni w kierunku szczurzej twarzy. Nie wytrzymał mego wzroku i opuścił oczy na olbrzymie bary i niżej, aż do pasa.
Nagle, jego oczy na czarnej twarzy stały się wielkie jak piłki do ping-ponga. Dostrzegł to co miał zobaczyć.
On był człowiekiem z Bronx'u. Zrozumiał że na pewno pchnę go nożem, gdy pochyli się po pieniądze. Szkoda mu było oczu.
Zaczął przeciskać się do tylu, poczem pobiegł w głąb ciemnego korytarza. Jakiś czas słuchałem dalej. Dziewczyna przestała grać. Ludzie pobiegli w sobie znanych kierunkach. Wskoczyłem do pociągu zabierając marzenie ze sobą.
Jeszcze mi długo towarzyszyło, na śmietniku na którym żyłem. Dziewczyny nie widziałem więcej. Nieważne Chodziło mi o marzenie.

Czytany 1126 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 28 listopada 2013 01:00
Zaloguj się, by skomentować