niedziela, 09 stycznia 2011 14:40

Tak było i bywa cz. 4

Napisał

W części 4-tej prezentujemy wpisy do KSIĘGI GOŚCI z okresu 19.03.2010 do 30.07.2010. Zapraszamy - kliknij  "Więcej"

30.07.2010 - Ożenki.

P. Agnieszka Osiecka napisała:

..odjeżdżają pociągami, potem żenią się z żonami..

Kto z żoną, ten z żoną, ale Antonio żenił się z Marysią, piękną dziewczyną z miasta Łomży. Dziewczyny tam urodne no i piwo wspaniałe warzą.

Pozbierali papiery i poszli do USC wywiedzieć się.

Pani ksiądz orzekła że wszystko w porządku i mogą ślub brać choćby zaraz. Potrzebni tylko świadkowie.

To co Marysiu? Nie będziemy dwa razy chodzili. Poczekaj, a ja sprowadzę świadków.

Wyszedł i namówił dwie osoby na świadkowanie. I ślubowali sobie.

Po powrocie do domu, rodzina wzięła ich na spytki.

- Macie wszystkie dokumenty ?

- Mamy.

- To kiedy ślub?

- Nie będzie żadnego ślubu!

- Jak to?

- Bo my już po ślubie.

23.07.2010 - 100 LAT.

Dobiliśmy do setki wpisów. Niedługo 100 lat życia, czego sobie i Wam życzę.

Zapytał mnie kiedyś nasz dziejopis - czy pamiętam uroczystość związaną ze ślubem Anki i Gienka? Jakże by nie ! Używając cytatu p. Zagłoby...nie chwaląc się jam to sprawił! No może nie dosłownie, ale było tak: wychodzimy z gmachu Politechniki a tam zebrany cały rok z plusem.

-Anka i Gienek biorą ślub. Idziecie? Jasne !

Towarzyszący mi Kazio [Szczaw] przytomnie zauważył:

Popatrz -wszyscy się wybierają, a nikt nawet suchego badylka nie ma, że o kwiatku nie wspomnę. Dla nich to najważniejsza chwila w życiu, a my z pustymi rękami. Głupio jakoś ! Kopnęliśmy się do pierwszej kwiaciarni, a tu są jedynie cztery chryzantemy. Piękne, kolorowe. Bierzemy i dochodzimy do Al. Piastów, a tam maszeruje cały rocznik gęsiego. Jak mnie ujrzeli to wydali rozkaz - z kwiatami na czoło!

I prowadziłem ten sznureczek.

Usłyszałem z tyłu Antka G. - nudno jakoś !

- A są jakieś propozycje?

- Może byśmy zaczęli meandrować?

No to zaczęliśmy obchodzić drzewa, kioski, słupy etc.

W drodze powrotnej prowadzenie objęła para młoda, a my parami tworzyliśmy orszak i jak pisze nasz dziejopis [Mietek Wielki ] - śpiewom i wiwatom końca nie było widać.

Śmiem twierdzić że takiego orszaku Szczecin nie widział.

Podobny miał Wicek, ale mniej liczebny i aby mu to jakoś zrekompensować - co 100 m podrzucaliśmy go w górę.

16.07.2010 - Cyn!

Jedne kraje określały swój majątek w złocie, inne w srebrze, a my w cynie. Społecnym zresztą. Wysługiwano się bracią studencką w rozmaity sposób. Odgruzowaliśmy i grabiliśmy kraj. Robiliśmy przeceny artykułów powszechnego użytku[ zawsze w górę ].Przeceną lokomotyw i szyn kolejowych [ w dół] zajmował się kto inny, bo bilans musiał wyjść na zero. Prowadziliśmy zebrania [TPPR], robiliśmy frekwencję, zabezpieczaliśmy.

Bardzo chętnie wysyłano nas na wieś, na wykopki, żniwa, naprawę sprzętu mechanicznego. A nawet kazano przybliżać ciemnemu chłopstwu dobrodziejstwa kolektywizacji. Pod górkę mieli koledzy z weterynarii, bo ich często wysyłano aby szerzyli oświatę weterynaryjną. Mieliśmy znajome dziewczyny na tym wydziale. Wtedy jeszcze zupełnie zielone [ dziś na zasłużonych profesorskich emeryturach],więc dokuczaliśmy im w związku z czynami.

Krowa mi coś słabuje.

Zbadamy. Józek zajrzyj krowie pod ogon, a ja poświecę do pyska. Widzisz światło ? Nie? To ma skręt kiszek !

Naszym trzem bidulom przydzielono gospodarstwo pod lasem.

Przyjechaliśmy z pomocą weterynaryjną.

Dzięki, ale jest wszystko w porządku.

Może coś jednak, bo co my sprawozdaniu napiszemy.

Jak tak bardzo chcecie, to zaprowadźcie krowę do byka. Byk jest w tym gospodarstwie z czerwonym dachem.

Dziewczyny założyły krowie postronek na rogi i pomaszerowały. Wróciły po dwóch godzinach, całe utytłane. Krowa też.

I co - bydłowała ?

Nie, bo nie mogłyśmy jej na plecy przewrócić.

09.07.2010 - Herbatka.

Mieszczą się w akademiku, Każdy z nich ma po czajniku 

Po jakim czajniku ? Widział ktoś może w akademiku czajnik ? Pani Osieckiej się epoki pomyliły. Gdyby czytała Stary Testament, to by wiedziała że ..na początku był chaos, a dopiero znacznie później wymyślono imbryk z gwizdkiem. Myśmy gotowali w różnych garach, sagankach, a ja w takiej harcerskiej menażce. Korzystali z niej wszyscy mieszkańcy pokoju. Każdy dosypywał herbaty i dolewał wody. Kiedyś chciałem zaparzyć ,ale woda się nie mieściła. Myślę - każdy korzysta, ale żeby który choć wyrzucił te fusy, bo już o oczyszczeniu z nalotu to nie marzę. Na to wpada jeden z kolegów.

- Cześć! Czym ty się martwisz?

- A martwię się . Pełna menażka fusów- same witaminy i sole mineralne i muszę to wyrzucić , bo nie lubię.

- Wiesz, ja to zjem, ale musiałbyś dać mi trochę cukru.

- Przestań. Nie widzisz że cię robię w konia ?

- Ale ja to naprawdę lubię. To dasz tego cukru?

- Dam, ale wywecujesz menażkę.

Trzy dni z niepokojem obserwowałem jego stan zdrowia. Żyje do dzisiaj. A ja mam dylemat - kto kogo zrobił w konia ?

02.07.2010 - Był czas...

Onego czasu ruszyliśmy z zabitych dechami wiosek, zapyziałych miasteczek, robotniczych baraków. Ruszyła młodzież w Wielki Mond po wiedzę, prestiż, zdobycze cywilizacji, po lepsze życie. Prowadziło nas hasło - ojciec nicym, matka nicym , a syn będzie motorniczym !Zderzenie z cywilizacją było czasem groteskowe. W roku 1953 przybyliśmy do miasta Stalinogród na praktykę w hucie Baildon. Zakwaterowano nas w szkole w Dębie. A było nas ponad setka z różnych uczelni. Pewnego razu ktoś narżnął do nisko zawieszonej umywalki. Mieliśmy trochę uciechy, bo zadawaliśmy kolejno podchwytliwe pytanie.

- Jaka jest różnica między umywalką i sedesem ?

- Nie wiem .

- No to my już wiemy kto narżnął do umywalki !

25.06.2010 - cd. Wiera, Wiera jak bez ciebie źle!

Gdzieś tak w połowie lat 60-tych,wybraliśmy się [ per pedes] z moją ślubną na zwiedzanie Białegostoku. Widzimy podążającą szybkim krokiem Wierę. Szary kostium, mokasyny, torba na długim pasku, a za nią podbiegający człowiek z trzema walizkami.

Cześć ! Mieszka i pracuje w Zambrowie, jest lekarzem zakładowym, dziecków nie ma, przyjechali odwiedzić krewnych. Acha! Ten spocony i zziajany fagas to nie bagażowy - to mój mąż.

Mówię jej że się cieszę że ją widzę, bo gdzieś zniknęła i tylko jakieś krwawe ploty do mnie doszły.

To nie ploty - to szczera prawda. O! Przecież ty znasz sprawy. Powiedz mu jacy wspaniali faceci [l.mn.?] do mnie uderzali - a ja nic! Wiesz co on mi mówi ? Że straciłam najlepsze lata !A wiesz co mnie najbardziej wkur...? To że on ma rację !

Cześć!

18.06.2010 - cd. Wiera, Wiera spokój mi zabrała !

Będzie o tym aby nie wierzyć pozorom.

Wiera ukończywszy PAM znalazła zatrudnienie w Gorzowie Wlkp. Gdzieś tak po dwóch latach znalazł się narzeczony, oświadczył się i pobrali się. Dramat rozegrał się w noc poślubną .Przyjechało pogotowie....,, a tam krwi tyle, że można by krytą żabką" [A. Waligórski].

Szybko na stół operacyjny, potężna transfuzja i uratowano dziewczynę.

Jak już doszła do siebie - to wygłosiła koleżankom mowę w swoim stylu.

- Myślałam że przejdę do historii, do historii szpitala już przeszłam, a niewiele brakowało abym przeszła do historii medycyny. W medycynie sądowej byłby wpis, że pewna idiotka [ w dodatku lekarka]tak długo w cnocie chodziła - że przy jej utracie wykrwawiła się na śmierć, Ci_ę należy zaczynać ćwiczyć jak jest młoda i elastyczna i ma 17 lat, a nie jak jest stara i zrogowaciała i lat dwa razy więcej. Trzymajcie te swoje cnotki dla przyszłych mężów. Myślicie że się ucieszą ? Zamiast chodzić w glorii, słyszę za plecami jakieś podśmiech.... i trzeba zmienić miasto !

11.06.2010 - cd. Wiera, Wiera któż nie kochał Cię!

Otóż nie kochał jej nasz kolega. Bardzo chciał i ta chcica odbiła mu się na zdrowiu.

Wierę narazie zostawimy i z samarytańskim uczuciem zajmijmy się zbolałym przyjacielem. To też właściwie zbędna fatyga, bowiem leczeniem zajęła się Armia w swoim ekskluzywnym ośrodku w Mrzeżynie, oferując :

- Dach nad głową - brezent ale impregnowany.

- Twarde łoże.

- Prostą żołnierską strawę czyli kasza, groch, kapusta i do tego w dużych ilościach komiśniak. Zwany on ci był dźwiękowcem ze względu na ogromną działalność gazotwórczą. Używany w działniach bojowych jako gaz odstraszający.

- Kąpiele w zimnej wodzie.

- Specyficzny mikroklimat z dużym stężeniem dwukapuścianu grochu + pochodna komiśniaku.

- Ścisła integracja z naturą i powrót do tradycji. Wyrazem tego było korzystanie z otwartej latryny nad którą unosiły się roje komarów.

- Podnoszenie IQ przez politruków.

- Długie spacery w szyku zwartym.

- Żadnych podniet seksualnych. Z płci przeciwnej były tylko komarzyce.

I to wszystko za darmo !

Popatrzcie co się stało ? Nie minęły dwa tygodnie a nasz kolega był zdrów jak rybka.

04.06.2010 - cd. Wiera, Wiera czarne oczy miała.

Tego nie wiem, ale tak jest w piosence. Będzie to trochę przydługa opowieść o niesłusznie zdemonizowanej dziewczynie. Sam sprawdzałem - nie było żadnego rozpychania się łokciami, ale każdy omijał ją szerokim łukiem. Słynęła z ciętego języka, a i jak mawiał Wiech umiała się posłużyć publicznem słowem. Biada było jakiemuś cwaniaczkowi który w stołówce usiłował wkręcić do kolejki. Został tak zbluzgany, że zmieniał stołówkę. Język którego używała sprawiał wrażenie że jest to dziewczyna łatwa.

W związku z tym zaczął ją nawiedzać nasz kolega w celu molestowania seksualnego. A był ci to chłop urodny, mowny i postawny. Taki o którym dziewczyny marzyły i po nocach z tęsknoty płakały.

Nawiedzał i nawiedzał ,a tu nic i nic, nic i nic. Tłumaczyłem mu jak sołtys krowie na miedzy, co by sobie wziął na wstrzymanie, przecież to ani młode, ani urodne, ani za mądre. Że jest tyle innych chętnych lepszych dziewczyn.Myślicie że do niego trafiło? Kaj tam. Było jak z tym facetem u Boy'a - co to dostał takiej manii że chciał tylko od Stefanii. Tu też tyle że od Wiery.

Ale kontakt się urwał bo studia się skończyły i przedmiot westchnień wyjechał ,a nasz kolega od tego intensywnego podpalania dostał zapalenia jąder.

C.d.n.

28.05.2010 - Ryszard Wielki.

Nie zawsze wspomnienia są ucieszne. Bywają i dramatyczne.

Przytoczę tu relację Ryśka.

Miałem ci dziewczynę na Pogodnie, do której udawałem się w zoloty. Pewnego razu zaczepiło mnie kilku kolesi.

- Stary, nie jesteś z tej dzielnicy i tu nie szukaj dziewczyn. Posłuchaj dobrej rady , bo może ci się przytrafić coś przykrego..

Obśmiałem się jak norka. Takie chmyzy i grożą mnie najsilniejszemu człowiekowi w Szczecinie. Medaliście mistrzostw Polski w wadze ciężkiej w zapasach. Posłałem ich na drzewo.

Pewnego poniedziałku przyjechałem w okolice kina Pionier i zanurzyłem się w ciemną uliczkę. Przypomniałem sobie - przecież dziś poniedziałek a ja nie kupiłem Przeglądu Sportowego. Wracam do kiosku, a po drodze mija mnie człowiek mojej postury. Wracam z gazetą i znowu mnie mija ten człowiek, ale z wielkim krzykiem i wbitym w plecy dużym nożem kuchennym .Przestała mi się podobać dziewczyna. Na nóż nie ma sposobu.

W jego amerykańskich wspomnieniach pojawia się nóż ukryty w rękawie.

21.05.2010 - Był ale na szczęście się zmył.

Był w programie nauczania taki uniwersalny przedmiot,niezbędny absolwentom wszystkich kierunków w ich przyszłej pracy.Tym przedmiotem był marksizm - [minus] leninizm. Z marksizmem i leninizmem nie miało to nic wspólnego, był to po prostu ,,Krótki kurs historii WKPb.

Ponieważ podświadomie czułem jakąś awersję do tego przedmiotu, olewałem wykłady i ćwiczenia. I tu dopadła mnie dyscyplina studiów. Nie po to klasa robotnicza łoży ogromne pieniądze na studentów, żeby się oni migali. Wzywany byłem ciągle na konsultacje [?].Te wezwania też olewałem. Ale do egzaminu trzeba było przystąpić, choć nie dawałem sobie żadnych szans na pozytywną ocenę. Ale nie było tak źle. Spotkałem bratnią duszę. Egzaminator też ten przedmiot wyraźnie olewał.

Tak się chyba działo wszędzie.

Politechnika Gliwicka.

- Francik, choć idymy na piwo !

- Nie moga chopie. Jutro mam egzamin z marksizmu-leninizmu i musza trochę poczytać.

- To co ty czytasz ?

- Jo czytam Karla Marksa.

- Pokoż. Chopie przeca to nie jest Karl Marks ino Karl May.

- Tyż się dziwia. Drugi tom lecę, czerwone Indianery cołki czas lotają, a kapitału -jak nimo, tak nimo.

14.05.2010 - Sąd Parysa i a propos !

U Offenbacha w ,,Pięknej Helenie" leciało to tak :

-W lasku Idy trzy boginie spór zacięty wiodły raz..

W akademiku, w pokoiku trzy boginie [A.M.]wiodły spór...

A ta pierwsza była ruda [ksywa Ruda]

A ta druga była śniada [ksywa Turczynka]

A ta trzecia była dużą brunetką z niebieskimi oczami i dobrze umięśniona w górnej i dolnej kobiecej linii pomiarowej - miała czym oddychać i na czym siedzieć [ksywa Lolobrygida]

A o co się boginie spierały ? A o to która jest najlepsza w łóżku ! Aby zakończyć ten werbalny spór trzeba przejść do czynów. Tu sięgnięto do doświadczeń najsłynniejszej w dziejach szczecinianki ,która była niedościgniona w te klocki. Ona bowiem wymyśliła funkcję probierszczycy, a ta najpierw testowała chętnego.

W roli probierszczyka [testera] wystąpił nasz kolega, który przeleciał nasze boginie.

Zżerała nasz ciekawość - która dostanie złote jabłko? Nasz kolega zamilkł i nawet wzięty na srogie katusze nie puścił pary.

- Ani im, ani wam nie powiem !Poprzednia niedyskrecja spowodowała wojnę trojańską !Niedyskrecja przy dzisiejszych środkach grozi trzecią światową i niewyobrażalnymi skutkami. Ryzykował nie będę !

A teraz - a propos ! Ta szczecinianka to była Zosia [jutro imieniny], znana póżniej  jako Jekatieryna Wtaraja,albo Jekatieryna Wielikaja, z zawodu caryca.

Coś ten Szczecin ma takiego w sobie . Genius loci ?

07.05.2010 - Było - minęło.

Minęło Studium Wojskowe i współczuję dzisiejszym studentom braku doznań z tym związanych. Z rozczuleniem wspominam że przed porannym apelem przed szereg wychodził Morda i zapodawał:

Całość na moją komendę - baczność. Otwieram dzień humoru i satyry.[Przed wieczornym - zamykał.] I wtedy się zaczęło dziać. Kadra nie była najwyższych lotów, bo nie matura i nauka zrobią z ciebie politruka.

I o takim jednym majorze będzie[ nazwijmy go Krópczałkiewicz ]

Przychodzi major na wykład , a na tablicy dużymi bukwami napisano : MAJOR KRÓPCZAŁKIEWICZ JEST GŁÓPI !

Kto to napisał ?!

Cisza.

Ponieważ nikt się nie przyznaje - idę po kierownika studium!

Wraca a tu czysta tablica. Zniknął dowód przestępstwa. Ale nie z naszym majorem takie numery. Z szatańskim błyskiem w oku chwycił kredę i napisał - MAJOR KRÓPCZAŁKIEWICZ JEST GŁÓPI 1

Przychodzi kierownik i gromkim głosem pyta. Co za idiota to wypisał i jeszcze z błędem ?!! Na to nasz major - melduję posłusznie że to ja napisałem.

Po zajęciach proszę przyjść do mnie - musimy poważnie porozmawiać, bo zachodzi podejrzenie że została zdradzona tajemnica wojskowa.

30.04.2010 - Lustracja!

Od zdarzeń indywidualnych przechodzimy do imprez zbiorowych. Taką imprezę opiewał później K. Skiba.

,, Jeden ma za dużo, drugi ma za mało.

Nie wszystkim od natury jednako się dostało..."

Ale wróćmy do samej imprezy.

Przed obozem w Mrzeżynie wojsko się uparło żeby nas wykąpać i mimo naszych tłumaczeń że my jesteśmy sote' wręczyło nam po kawałku mydła ,,Jeleń" i zagnano pod prysznice. Bardziej wyrywni zdążyli się namydlić, ale spłukać już nie - bo zabrakło wody! I stali my nagie jak te święte tureckie, a na namydleni schli.

Przez kwadrans było zabawnie, ale potem - nudno.

Doszliśmy do wniosku, że jest to jedyna i niepowtarzalna okazja ,aby zrobić ogólny przegląd ptaszków czyli szwanc paradę. Ponieważ nie wchodziła w grę klasyczna forma imprezy [ za samą propozycję można było oberwać po ryju], zmieniliśmy zasady. Powołaliśmy kilkuosobowe jury, które dyskretnie przemieszczając się między nagusami dokonało pierwszej w kraju lustracji.

Wynik - ogólnie średnia krajowa, za wyjątkiem jednego szczęściarza który bił nas wszystkich o trzy długości. Jak by powiedział A. Fredro - miał słusznego.

Popatrzcie co się teraz porobiło. To cośmy po amatorsku traktowali jako wygłup, to teraz zrobiono z tego dyscyplinę naukową i powołano Instytut. A przedmiot badań - ten sam.

Z tym że my sprawdzaliśmy - jakiego kto MA, a oni sprawdzają - jakim kto BYŁ !

Ja Was wsiech pozdrawliaju iz prazdnikom !

23.04.2010 - Anka Z-Z, zwana także Bożeną.

Trochę nie elegancko, że kobietę wysforowałem na koniec. Zadziałały determinaty [?],bo alfabet jest nieubłagalny i razem zamykaliśmy "imprezy".

Pozatym, jako przywódca oddziału p.t. Ali [M],Baba [Anka] i 20-tu rozbójników, musi mieć wszystkich na oku.

Mówi mi kiedyś. Omawialiśmy z Kamilem W. ćwiczenia z wytrzymałości.[ nazywał ją Ziębanną] O tobie powiedział - imię, nazwisko, dwie nieobecności, czerwona bluzka i tyle wiem o człowieku...O właśnie - ile wiemy o bliźnich ? Staram się co szabas uzupełnić KAMRATÓW [autorstwa Mieczysława Wspaniałego]o nowe wątki, wzbogacone jakąś historyjką, ale nie wszyscy zapisali się w pamięci. Przemknęli. Czy pamiętacie że studiował z nami Busz , ale to chyba niw był żaden z prezydentów ? Albo kol. Sturmer [ u- umlau], którego Lajkonik przezywał - Oberstundbanfuhrer Sturmer [brzydko - nie ?]

A jak by się ktoś pytał - od kogo zaczęło się to dresiarstwo? Udawajcie że nie wiecie!

16.04.2010 - Ryszard Wielki - zdrobniale Zambrzyc.

Praktyka w Pruszkowie. Lipiec. Upał. Dziś w/g harmonogramu Narzędziownia. Przychodzimy. Ryszard ubrany w koszulkę i takie beznogawkowe krótkie spodenki, a na to kitel o trzy numery za mały.

Podchodzi do nas majster.

-Panie kolego! To co pan ubrał nie jest strojem roboczym. Nie chodzi mi o to że może się panu coś stać, ale o to że roznamiętnił mi pan dziewczyny które przestały myśleć o ostrzeniu, a myślą o czymś innym. Żegnam i zapraszam na jutro, ale już w długich galotach.

Po zbiorowym przeanalizowaniu [na świetlicy ]doszliśmy do zgodnego wniosku - że strój roboczy stosowny do narzędziowni - to nie jest.

E tam, czepia się i tyle ! W tym można wszędzie, nawet do Opery.

-W każdej przesadzie jest pewna granica. Tu ją przekroczyłeś.

-Może się ktoś ze mną założy o czekoladę. Właśnie dziś wybieram się z ciotką!

Założyli się bliźniacy, czyli Zbyszek J. i Zdzisiek Sz.

Pojechali, sprawdzili, uiścili.

09.04.2010 - Ryszard W. [ nie mylić z Rysiem W. ]

Ryszard był wzorem solidności, ale nie to było jego wyróżnikiem. Uczył nas mnemotechniki co się przydawało przy długich i pokrętnych wzorach.

Bo że m=kit , to łatwo zapamiętać. U niego wzór na drogę s=vt to była serweta , a na siłę odśrodkową - mądry wariat do kwadratu na rowerze.

Zresztą inni też pomagali w zapamiętywaniu. Któż z nas nie wspomina z rozczuleniem kwestii z Tieorii Miechanizmow, że...walik ruchajetsia na konto osi X.

Albo pierwszej newtonowskiej zasady dynamiki, że ...ciało raz puszczone - puszcza się dalej.

02.04.2010 - Będzie to opowieść wielkanocna z jajem , czyli o tym że w życiu nic nie należy oddawać walkowerem.

Historyjkę tą dedykuję kibicom i pasjonatom sportowym , a szczególnie Heńkowi Kibicowi, bo on mnie do tego miasta ściągnął. Inni też mogą czytać.

Otóż miasto Racibórz od wieku sportem stoi. Że wymienię te ważniejsze ostatnie sukcesy:

- Justyna Kowalczyk od lat sponsorowana przez Rafako [ dobra inwestycja ]

- Dziewczyny z Unii mistrzyniami Polski w piłce nożnej.

- Chłopcy z Unii mistrzami drużynowymi w zapasach klasycznych. 

W zapasach Unia zawsze była potęgą. Dostrzegła to kamanda Sojuza i zaproponowała, że przyjadą na kilka dni przed Olimpiadą w Monachium na taki sparing - mecz.

Propozycję przyjęto, bo splendor to wielki dla miasta, klubu i zawodników , że tak utytułowana drużyna chciała uczynić honor.

W wadze najlżejszej Unia nie miała klasowego zawodnika, wystawiono więc utalentowanego juniora.

Przed walką Witia [ trener] uświadomił chłopca.

- Zawodnik z którym walczysz jest aktualnym jeszcze mistrzem olimpijskim, trzykrotnym mistrzem świata i od trzech lat nie przegrał walki Ja nie oczekuję od ciebie wygranej. Ja chciałbym żebyś wytrzymał z nim minutę. Od twojej postawy zależy duch w drużynie. Uciekaj, zbijaj ,klinczuj i nie daj sobie założyć chwytu na lewą rękę. To jego specjalność , nazywa się to spirala śmierci i z tego chwytu nikt nie wyszedł.

Zaczęła się walka i nie upłynęło 10 sekund i chłopak fruwał w powietrzu.

Witia zamknął oczy [ a tak go prosiłem ] a tu jakieś ogromne brawa! Patrzy a sędzia podnosi rękę juniora - wygrał !

Po meczu pyta co się stało ?

- Było jak trener mówił i anim żech się nie obejrzał ja żech fruwał w powietrzu. Jak żech piznuł na mata, to aż mnie zamroczyło. Otwieram oczy, a tu jakaś ręka, jakaś noga, jakiś kąsek rzyci, a tu jakieś jajo! O nie, tak łatwo się nie poddam, sędzia chyba nie widzi - to ja zębami !

Trenerze - pan nawet nie wie ile człowiek ma w sobie siły - jak się ugryzie we własne jajo!

Życzę wszystkim smaczego !

26.03.2010 - Kamil W. - Naczelny Mechanik

Opowiadała mi pani Sz.[ razem pracowaliśmy w Dąbiu w szkółce ]że, Kamil W. był zaprzyjaźniony z jej sąsiadami, a ci zapraszali go na niedzielne obiadki.

Pewien taki obiadek nie wyszedł mu na zdrowie, więc na następny przemaszerował z Politechniki w okolice Placu Grunwaldzkiego dzierżąc w jednej ręce smycz z Cezarem, a w drugiej nakryte białą serwetką gliniane dwojaczki.

- Pozwólcie że będę spożywał własną strawę, bo albo ja odwykłem, albo macie kiepską kuchnię - ja ryzykował nie będę. Nie potom dwie światowe wojny przeżył , żeby teraz zejść na głupią sr-czkę.

19.03.2010 - Staszek W. [ zgadnijcie który ]

Staszek przyswoił sobie doświadczenia wschodu i nauczał nas - jak zminimalizować straty związane z inflacją.

Trzeba inwestować.

Dostajesz wypłatę i za połowę tejże kupujesz bałałajkę. W połowie miesiąca brakuje pieniędzy - sprzedajesz bałałajkę. Pierwszego odkupujesz bałałajkę, a 15-tego sprzedajesz. Tracisz minimalnie, bo cena bałałajki rośnie.

- Ale komu sprzedajesz ?

- Ten który wymyślił ten system, wymyślił też genialny system płac. Połowa dostaje pensję pierwszego, a druga piętnastego.

Czytany 1776 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 25 listopada 2013 21:00
Zaloguj się, by skomentować