niedziela, 09 stycznia 2011 15:14

Tak było i bywa cz. 5

Napisał

W części 5-tej prezentujemy wpisy do KSIĘGI GOŚCI za okres 06.08.2010 do 10.12.2010. Zapraszamy - kliknij - "Więcej"

10.12.2010 - Oto jak nas biednych ludzi, rzeczywistość ze snu budzi. [T.Boy-Żeleński]

Jak poprzednio nadmieniłem - zaczęliśmy remontować kombajny zbożowe. Z Wistulami nie było kłopotu, ale był kłopot z radzieckimi ZIS-ami, bo zapomniano sprowadzić części zamienne. Kilka mechanizmów było napędzane łańcuchami Everta. Składał się on z odpowiednio ukształtowanych blaszek. Pełen entuzjazmu doszedłem do wniosku że te nieskomplikowane blaszki można produkować w POM-ie.

Ruszyłem więc w Polskę.

- Warszawa - Ministerstwo Rolnictwa - kupią 2 miliony szt.

- Kielce SHL - dadzą za darmo oprzyrządowanie i technologię. Pomogą ustawić produkcję.

Katowice - Centrostal, wprawdzie już po terminiw, ale zapewnią taśmę.

- Szczecin - Zjednoczenie, dostaniesz prasy i piec hartowniczy.

Kiedy zdałem relację dyrektorowi, ten zapytał:

-Czy spodziewa się pan, że po uruchomieniu produkcji podwyższą panu pensję?

-Nie.

-A premię ?

-Też nie.

-A mnie ?

- Jak mnie nie, to i panu nie.

- A kłopoty będą ?

- Będą.

- To po co nam to ?

A na studiach mawiano - nie przejmuj się swoją rolą, bo i tak cię op.......

03.12.2010 - Festina lente!

Już starożytni odkryli, że pośpiech potrzebny jest przy łapaniu pcheł, ale tylko w ostatniej fazie. Stosowany w życiu prowadzi do nieszczęść ,a w automobiliźmie zapełnił niejeden cmentarz. Zawsze mówiłem - możesz jechać szybko, ale nie spiesz się!

Zawsze gloryfikowałem leniwych, bo kto szybko robi - dwa razy robi. Leniwy to taki facet który kombinuje - co by tu zrobić ,żeby zrobić, się nie narobić i zarobić. Już leniwy neandertalczyk któremu nie chciało się zwłóczyć łupów wynalazł koło. Leniwy fellach zamiast dźwigać bukłaki z wodą wymyślił system nawadniający. Jak feministki zagnały chłopów do robót domowych, to jeden leniwiec zamiast prać kolory - skonstruował pralkę. Inny zamiast zmywać gaty - zmywarkę.

A pracowici zwłóczyli, dźwigali, prali, zmywali....

W pewnym okresie pracowałem w POM-ie. Była to instytucja pomyślana dla mechanizacji rolnictwa i mająca obsługiwać PGR-y, spółdzielnie produkcyjne i w zależności od zasięgu wyposażone w odpowiednią ilość sprzętu. Ale po pewnym czasie PGR-y się usamodzielniły, a spółdzielnie padły, zapotrzebowanie na prace polowe zaczęło być zerowe. Przyszedł odgórny nakaz o likwidacji sprzętu. Pod groźbą prokuratorską nie wolno było sprzedać indywidualnym nawet śrubki. Wszystko miało przed złomowaniem zniszczone. Zaczęliśmy od sprzętu. Na każde urządzenie miał być kwit od złomiarza i waga musiała się zgadzać. Przychodzili rolnicy żeby im chociaż lemiesz sprzedać.

- Nie mogę, bo mnie zamkną, ale dogadajcie się ze złomiarzem, bo nie miałem czym je popalić.

A złomiarz - przywieźć tyle złomu co weźmiecie i ćwiartkę na popicie.

Przyszło do likwidacji maszyn. Poleciłem stolarzowi rozbiórkę czterech takich chłopskich drewnianych młocarni, zupełnie nie używanych. Ale że to był leniwiec to mi oświadczył że z tego drewna to nic nie będzie.

-O drewno mi nie chodzi, ja mam odstawić złom.

To ja bym je spalił. Spal.

Wyciągał je na plac i po oblaniu zużytym olejem podpalał.

Przy drugiej przyjechała straż pożarna, bo u was się pali!

Nie jest to pożar ale normalny proces technologiczny !

Przyszła pora na rozbiórkę 40-tu ciągników. Był to czerwiec i żniwa za pasem a robót remontowych od groma. Bo muszę wam powiedzieć że zreformowałem system i jako pierwszy w województwie wprowadziłem akord. Ludziom zarobki się potroiły, wymagałem wysokiej jakości i jako pierwszy w Polsce zacząłem dawać gwarancję na remontowany sprzęt. Przywożono sprzęt do naprawy z odległych PGR-ów, mijając po drodze dwa POMy. Zaczęliśmy także jako pierwsi w województwie remontować kombajny. Na rozbiórkę nie było czasu, bo ważniejsze były umowy z klientami.

Dwa dni przed terminem - zdyszany telefon ze Zjednoczenia.

-Złomowaliście ciągniki ?

-Nie.

-To dobrze, bo się wreszcie ktoś stuknął w głowę. Zrobicie im remonty kapitalne i przez Centralę Zaopatrzenia Rolnictwa odsprzeda się chłopom.

A ja i dyrektor zostaliśmy nagrodzeni premią.Za wyczucie nowych trendów w polityce rolnej. Tak pięknie nazwano nasze lenistwo !

26.11.2010 - Skończył się studencki sen złoty i trzeba się było wziąć do roboty!

Wyposażeni w nieprzydatną w większości wiedzę, dyplomy, ustawiliśmy się w trzydniowej kolejce po nakazy pracy. Ponieważ w/g alfabetu zamykałem listę to mi się zostały...skumbrie w tomacie. Taki zakład co je robił. Wziąłem, chociaż miłośnikiem ryb nie byłem. Ale jak znany smakosz Mietek się o tym dowiedział to zaproponował zamianę. On dostał nakaz na belfra i miał tworzyć z wiejskich chłopaków nową inteligencję.

Machniom? Czemu nie ! I tak zostałem belfrem, a Mietek poszedł puszkować skumbrie.

Wtrąciłem o niepotrzebnej wiedzy - bo komu w pracy przydatne były wkute np. równania Bernoulliego, Clapeyrona, Awogadry, czy schemat elektryczny silnika klatkowego ; itp. itp.

Uważam że po odrzuceniu tych nieprzydatnej dla mechanika wiedzy - studia można by było skrócić do 4 semestrów bez uszczerbku dla fachowości absolwentów. Ponieważ ogromną część mojej pracy zawodowej spędziłem w Biurach Projektów ,przeprowadziłem wśród kolegów taką sondę - Czy ty w swojej pracy korzystasz z całek ? Pytałem technologów różnych branż, budowlańców, elektryków, pomiarowców, instalatorów. Tak około 40-tu osób i żaden się nie przyznał, a była to czołówka myśli technicznej.

Teraz też męczą młodzież ,wciskając im tą do niczego nieprzydatną wiedzę, łącznie z wyprowadzeniami!!!! Przypuszczam, że programy nauczania zostały te same, bo zostałem zaskoczony w Wydziale Obróbki kiedy człowiek programujący obrabiarkę ,przeliczał wymiary rysunku jakiegoś detalu z miar na współrzędne. Czesi, Niemcy i inne nacje już pół wieku temu wymiarują współrzędnymi.

Ale wróćmy do belferki. Uczyłem zawodu i od czasu do czasu robiłem klasówki. Po podaniu tematu - zwracałem się do klasy !

-Ściągawki są ?Wiem że są! Notatki, książki, poradniki - proszę to wszystko wyłożyć na pulpit. Można z tego wszystkiego korzystać !

Wychodziłem bowiem z założenia - że głowa nie śmietnik i ładowanie w nią jakichś wzorów jest niepotrzebne. Uczeń powinien wiedzieć - gdzie go znaleźć i jak do zastosować. Bo przyznąjcie - ile pamiętacie z setek wkutych wzorów.

Miał rację Wielki Mechanik Kamil W. - wszystko jest w kalendarzu !

19.11.2010 - Tatarska.

W swoim czasie pracowałem w POM w Dobrzanach. Pracował tam też Leon, który był Głównym Księgowym. Zachodzę do nich i trafiam na końcówkę dyskursu o jedzeniu.

Leon....a konia [koninę],to ja wyczuję na kilometr...

Los bywa złośliwy. Za kilka tygodni Zjednoczenie zwołało w jakąś sobotę nasiadówkę, która skończyła się po południu. Chodź Leon idziemy na jakiś obiad. Zachodzimy do Łowieckiej - komplet [ był to złoty wiek restauratorów] 

Tu niedaleko jest Tatarska, może tam będą miejsca. Były. Zjedliśmy obiadek, popiliśmy ćwiarteczką i pojechaliśmy do domu.

W środę albo w czwartek zachodzę do księgowości.

- Dobrze że przyszedłeś to im potwierdzisz. Opowiadam im jak smacznie i obficie pojedliśmy i ćwiartuchnę obaliliśmy i zapłaciliśmy niewiele.

-Tak było. 

-Zapłaciliśmy mało- musiał się kelner walnąć!

-Nie spotkałem kelnera który się myli na swoją niekorzyść.

-Podejrzliwa dusza księgowego dalej drążyła temat.

- To czemu tak tanio ?

- Bo to była konina! Do tej pory żałuję że to powiedziałem!

Ludzie ! Tak rzygającego człowieka nigdy nie widziałem. Leon to ciężko odchorował. Siedem dni zwolnienia i minus 4 kilo wagi. Czasem warto skłamać!

12.11.2010 - Big bag.

Taki wielki to on nie był. Zwykły worek po cukrze. Towarzyszył mi przez 4 lata i służył różnym celom magazynowym. Na początku pojawiły się w pokoju w nadmiarze suchary. Wzięło się to stąd że na stołówkach stały ogromne sztaple pokrojonego chleba. Jakieś dania były porcjowane, ale chleba było skolko ugodno! Doszliśmy do wniosku że nie ma obowiązku spożywania go w krótkim czasie na stołówce. Można to zrobić spokojnie ,bez pośpiechu w pokoju. Wynoszono więc całe sztaple, a że były za duże ,więc nadmiar sechł.

Wychowany byłem w poszanowaniu chleba, którego się nie wyrzucało [ w domu się nie przelewało],więc zarządziłem aby te suchary wrzucać do wora.Mogą przyjść ciężkie czasy i wtedy się przydadzą.

Z sucharami wiąże mi się takie wspomnienie: Jestem rodak zza Buga i jako taki w 1940 zastałem obywatelem Sojuza. Nowy kraj dbał o nowych obywateli, przesiedlając ich przeważnie do Kazachstanu. Mężczyźni lądowali w łagrze lub w więzieniu, a baba z dziećmi w bezkresnym stepie. Wywożono po kolei i rodzice przeczuwali że przyjdzie i na nas kolej. Trzeba się było przygotować, bo na spakowanie dawano kwadrans. Mieliśmy poszyte długie palta podbite kołdrą, saperki z wkładką filcową i plecak wypełniony sucharami. Jak oceniam teraz - to szanse na przeżycie mieliśmy zerowe. Z dorosłych rodzin naszych sąsiadów mało kto wrócił. Jakie szanse miała kobieta w 6-tym miesiącu ciąży z trójką niedorostków [ 7,5,2 lata]

Przywołuję to wspomnienie ,bo jesteśmy ostatnimi świadkami tamtych strasznych czasów.

Rodzice mieli dobre przeczucie. W niedzielę Niemcy ruszyli na wschód, a w czwartek mieli nas wywieść też w tamtym kierunku. A ponieważ poruszamy się w świecie paradoksów , mogę z całym prawdopodobieństwem stwierdzić - że wojna ocaliła nam życie.

Wiąże się z tym inny paradoks. Sojuz był państwem doskonale zbiurokratyzowanym więc nic bez bumagi nie mogło się dziać. Aby udać się na wschód potrzebny był donos. I doniósł brat na brata, a konkretnie Żyd na Żyda. Donosiciela w niedługim czasie zamordowano w Majdanku, a łagiernik przeżył, wrócił i dożył późnych lat. Czyli łagier ocalił mu życie.

Ale wróćmy do naszych sucharów! Wracam z miasta okropicznie głodny. Późna pora ,żadnych zapasów nie mam, ale jest prawie cały worek sucharów. Namoczymy, przysmażymy. Zaglądam do szafy- a tu worek pusty.

- Czemuście wyrzucili suchary?

- Nie wyrzuciliśmy, tylko zjedli, albowiem nadeszły te przepowiadane ciężkie czasy. To cośmy wymyślili, rozpowszechniło się i stołówka zaczęła bankrutować. Zniknęły te sztaple pokrojonego chleba, a każdemu wręcza się dwie kromki.

-Niech wam będzie na zdrowie !

05.11.2010 - ŚWIĘTO!

Ja Was pozdrawliaju iz prazdnikom..

Kartki tej treści wysyłali nasi byli wschodni sąsiedzi z okazji święta październikowego obchodzonego w listopadzie. Jedni obchodzili święto, a my obchodziliśmy miasto. Nie całe, ale dobre 10km. i to zbiorowo w szyku zwartym. Były to tzw. jesienne marsze walterowskie ku czci.

Zawsze mnie interesowała prawdziwa historia rewolucji. Aby zaspokoić ciekawość udałem się do źródła, czyli do St. Petersburga. A było tak:

Przypłynęła Aurora wraz z chłopcami z dalekich mórz. Załodze należał się propusk i dostali.

Macie wrócić na burtę o 22-tej drugiej, a ponieważ nie macie zegarków to my półtorej godziny wcześniej walniemy z działa.

Wyszła załoga na ląd i pierwszym pytaniem było - kuda tu diewczonki? Powiedziano im że w pałacu Zimowym stacjonuje sławny żeński batalion i chroni rząd. No to do Zimowego! Jak obradujący rząd zobaczył tą chmarę napalonych matrosów, to dał dyla i nastąpiło bezkrólewie. Wykorzystał to taki facet z bródką. W tym krwawym przewrocie zginęło 3 ludzi !

A batalion stał się sławny po wcześniejszej gienieralskiej inspekcji. Czekał batalion na mrozie na spóźnionego i zapijaczonego generała. Ten na wejściu zapytał:

- Uszy wam zmarzli?

- Zmarzli !

- Ruki wam zmarzli?

- zmarzli !

- A ch...wam zmarzli?

- Niet, po tamu czto my żenski batalion!

29.10.2010 - Włodzio Dawidem zwany!

Onego czasu zaczęto organizować mecze w piłkę nożną. Rozgrywki w cyklu - nasz plac na wasz plac. Zgłosiło się zawodników wielu m.in. Dawid.

Ale jak ustalano skład to Dawciu się nie zmieścił. Żalił mi się.

- Chyba mnie nie lubią, bo mnie pominęli.

- Nic z tych rzeczy. Wybacz że będę szczery i brutalny. Lubią cię i niepotrzebnie się zamartwiasz. Nie wzięli cię dlatego, że grasz jak d. Przecież ty lewą nogą nie potrafisz trafić w piłkę, a co tu można powiedzieć o podaniu czy strzale. Musisz chłopie potrenować.

Dawid był człowiekiem ambitnym i kiedy my szliśmy na różne zajęcia, Włodzio brał piłkę i szedł no boisko. Ćwiczył codziennie przez 6 godzin i to niezależnie od pogody. Wyjątkiem był dzień studium wojskowego. Trwało to tygodniami. Początkowo było to śmieszne, ale zaczęły się końcowe zaliczenia i Dawid miał same zera. Trzeba było go przywołać do porządku. bo Pelem to on nie zostanie, a studia zawali. Doszliśmy do wniosku że najlepiej będzie go przywoływał Gociu. Podobno go potraktował z góry, ale pomogło i Włodzio wszystkie zaliczenia uzyskał.

22.10.2010 - Bój to był ... zacięty.

Bo i my potykaliśmy się z radzieckimi !

Nasz wspaniały rocznik miał hopsa na temat sportu. Oprócz czynnego uprawiania, spotykaliśmy się całą dużą paczką, aby się sportować rekreacyjnie.

Skrzykiwaliśmy się aby od czasu do czasu pograć w koszykówkę. Sala była wolna od 24-tej,więc graliśmy od północy do 3 nad ranem.

Lepiej było z siatkówką, bo tu były sale dostępne wcześniej. Najbardziej miło wspominam grę na górce na Jagielońskiej. Może nie o samą grę chodziło, ale o fajne zakończenie. Wracając wstępowaliśmy z Januszem S., oraz resztą paczki [Kibic, Romki, Siemion i inni] do Łowieckiej. Mieli tam wspaniałego;; grodzisza.

Tam nad kufelkiem - integrowaliśmy się.

Gdzieś tak pod koniec naszych bojów, zaproponowano nam abyśmy rozegrali mecz z kamandą radzieckich. Przyjechali z jakiejś stacjonującej jednostki zwiedzać uczelnię i aby wypełnić czas zaproponowano rozegranie meczu. Okazało się że tylko my uprawiamy tą szlachetną grę.

Mecz odbył się w sali WSE. Sala była trochę przykrótka, bo pozostałością po dawnej kaplicy był chór, którego dwa filary były wbudowane w boisko. Aby było sprawiedliwie, to na wysokości 1m.były namalowane kreski. Jeżeli piłka uderzyła poniżej - to było boisko, powyżej - aut.

Nie daliśmy im nawet popłakać. Skończyło to się wspólnym obiadem w stołówce rektorskiej.

Z radzieckimi walczyliśmy w A-klasie. Była to drużyna -Piast Brzeg. Miłe chłopaki, ale nas lali.

15.10.2010 - O wygrywaniu będzie

Nie każda wygrana jest wygraną.

Przypomniałem ostatnio jak wygraliśmy w siatkówkę z ZSRR. Wygrały dziewczyny, bo to była dyscyplina żeńska, a myśmy je tylko podpuszczali.

Jakieś dwa lata wcześniej prasa bębniła o meczu w piłkę nożną też z ZSRR w Moskwie. I mecz się odbył. W niedzielę, przy pełnych trybunach, hymny, stroje reprezentacyjne. W naszej drużynie zagrał pechowiec Krasówka z Szombierek. Pech jego polegał na tym, że źle trafił w piłkę, ale ta dobrze trafiła w okienko bramki Jaszyna. I wygraliśmy 1:0

Okazało się że był to sparing, a właściwy mecz będzie we wtorek. I był, ale bez oprawy. I wynik był tym razem właściwy - 0:2. A Krasówka już więcej w reprezentacji nie zagrał.

Albo jest dyscyplina, albo jej nie ma.

08.10.2010 - Remanenty!

Zacytuję tu przewspaniałego Jerzego Waldorffa. Jeżeli Państwo sądzą że skończyłem, to się Państwo grubo mylą. O nie !

Grzebiąc w pamięci jeszcze się dokopałem różnych drobiazgów bez których opis epoki byłby niekompletny.

W trakcie naszej obecności w Szczecinie zorganizowano mecz siatkówki żeńskiej z niepokonaną wtedy drużyną ZSRR. Poszliśmy oglądać i dopingować. Ekipie przewodził Morda nasz kochany. A przewodził doskonale, co uskrzydliło nasze dziewczyny, które ten mecz wygrały.

Nazajutrz w prasie napisano - to mogło się zdarzyć tylko dzięki fantastycznemu dopingowi. Proponują wmurowanie marmurowej tablicy z odpowiednim napisem. Mniemam iż Heniek ma tablicę na Narutowicza.

Po meczu przez trzy dni porozumiewaliśmy się językiem migowym.

Zdarzenie to ma tyle wspólnego z nami,że działo się na ziemi szczecińskiej i dotyczyło kuzyna Włodka U.

Przez jakiś czas mieszkałem w Dobrzanach. Pewnego razu po jakiejś małej wódce, jeden z biesiadników usilnie zapraszał mnie do siebie, bo chce mi koniecznie coś pokazać. Żona pana zna i lubi i nic nie będzie miała naprzeciw.

Poszedłem. Wypiliśmy po maluchu i gospodarz z drugiego pokoju przynosi pudełko. Otwiera, a tam złota gwiazda.

- Wie pan co to jest ?

- Wiem - gierojom Sowieckiego Sojuza takie przypinali.Ale skąd to pan ma ,bo wśród tych czterech Polaków nie było pana.

-Zostałem odznaczony. Tu jest legitymacja, a tu comiesięczne przekazy na 300 rubli każdy. A nie ma mnie dlatego że szedłem w ruskim pułku. Niech pan próbuje odgadnąć za co mnie odznaczono?

- Pojęcia nie mam.

- To niech pan się trzyma mocno. Odznaczono mnie za zatknięcie flagi na Reichstagu !

- Tu pan bombnął. Zatykali Jegorow i Kantarija.

- I operator przy tym był. Zatknięcie flagi nie było żadnym bohaterstwem. Mogłem panu powiedzieć że zniszczyłem sześć czołgów, zatopiłem łódź podwodną. wziąłem do niewoli sztab armii. To były czyny bohaterskie, a przy nakazanym przez dowódcę zatykaniu nie było niebezpieczniej niż gdzie indziej. A że tak było wystarczy poczytać gazety z tamtych czasów. Byłem tym do czasu kiedy oznajmiłem że jestem Polakiem i chcę do Polski. Powiedzieli - jedź ,ale trzymaj gębę na kłódkę. Trzymam , ale ciężko wytrzymać.

Problemem tym [rewelacją] próbowałem zainteresować kilka redakcji. Żadnego odzewu. U nas dziennikarstwo jest na poziomie magla. Co Malinowska powiedziała o Kowalskiej i co na to Nowakowa.

Drodzy moi. Tym zatknięciem flagi na Reichstagu kończę uzupełnianie KAMRATÓW Mieczysława. Wszystko się wreszcie gdzieś kończy, nawet najdłuższe nogi dziewczęce, ale nie tam gdzie myślicie. One się tam zaczynają.

Adios Amigos.

03.09.2010 - Wojo !!

Abym nie zapomniał wspaniałej atmosfery Studium Wojskowego, od czasu do czasu ubierano mnie w sorty i wcielano. Tym razem był to skadrowany batalion w Stargardzie. Skadrowany - czyli wojska było około plutonu, ale obsada kadry oficerskiej pełna. Żadnych zajęć i nudy na pudy. Może nie zupełnie bo odbębniająca 8 godzin w koszarach kadra przysparzała nam atrakcji.

Na początku pewien ppor. po spożyciu doszedł do wniosku że należy skończyć z tą beznadzieją. Udał się do ubikacji i strzelił sobie w łeb. Okropnie krwawił, ale wyżył. Pomylił bowiem azymut i zamiast przyłożyć prostopadle przyłożył równolegle i ustrzelił sobie płatek u ucha.

W jakiś czas potem oficerem dyżurnym jest Witek z Myśliborza. Wychodzi do nas i mówi:

- Otrzymałem telefon z WSW. Wasz kapitan J. chce popełnić samobójstwo. Żona go bowiem opuściła i życie straciło sens.Napisał trzy listy, zaniósł do sąsiadów z prośbą aby wysłali po jego odejściu. Kto przyjął telefon ?

- Czemu dzwonicie do mnie. Od czego wy jesteście ?

- To jest jego prywatna sprawa i my się do tego nie wtrącamy. Jakby kogoś chciał krzywdzić to wtedy my.

Witek - poradźcie co robić? Strzeli sobie w łeb i będę miał kłopoty.

Ale na szczęście nawinął się szef sztabu zastępujący dowódcę.

- Witek - ganiaj i zamelduj mu, wtedy to będzie jego problem.

Zameldował i dodał – ja tam nie pójdę, wywali przez drzwi, a życie mi miłe.

- Ja też nie pójdę z tego samego powodu. Niech się strzela.

Podchodzi do nich żołnierz.

- Obywatelu majorze, znam sprawę bo podsłuchali na centrali. Ja pójdę i przyniosę pistolet tylko bym potrzebował 50 zł na pól litra.

Macie, jeżeli to uratuje życie. To moje prywatne bo rozliczyć się tego nie da.

Poszedł chłopak i po godzinie wrócił z pistoletem.

- Zapukałem i mówię że wiem o zamiarze i przyszedłem się z panem kapitanem pożegnać. Dobrze się nam razem pracowało i głupio by było tak beż słowa się rozstać. Obaliliśmy pół litra, to obaliło kapitana i jestem.

Był taki elegancik ,którego z jakąś resztką wojska wysłano na żniwa do zagubionego PGR., ale jego dziewczyna nie chciała z nim jechać. Udała się bowiem na wywczasy. Podlał sobie i z okrzykiem - powiedzcie Krysi że to przez nią, wyciągnął  pistolet, przyłożył do piersi i walnął. Też wyżył bo przestrzelił sobie nad pachą.

Zapaliła się świniarnia. Buzowało okropnie i aby ograniczyć pożar, postanowiono zniszczyć budynek. użyto do tego czołgu z sąsiedniej jednostki. Budynek padł, ale czołg zaczął się ślizgać na nawozie i nie mógł wyjechać. Straż zamiast gasić pożar zaczęła polewać czołg. Kierowcy drogą radiową polecono opuścić pojazd. Ale wyjdź to w środek pożaru! Manewrował, manewrował, aż złapał przyczepność i wyjechał. Czarny był jak kominiarz i za uratowanie czołgu dostał 30 dni urlopu.

Podejrzewam że odnieśliście wrażenie iż kadra była źle wyszkolona. Błędny wniosek, bo z kbks jednym strzałem ustrzelono kolejarzowi pasącą się ok.100m od kosza kozę. Wojsko musiało pokryć.

A po zatem melduję że przez ten miesiąc nic ważnego się nie zdarzyło. Nuda zupełna!

27.08.2010 - Marian.

W trakcie jednego z moich pobytów w Koszalinie spotkałem mego kolegę z technikum. Też był z łapanki, ale wojo mu odpowiadało i doszedł do wysokich godności w tymże.

Razem z nim trafił nasz kolega Janek , który szukał sposobu żeby go zwolniono do cywila.

W trakcie zajęć zacinał się.

Wyglądało to tak : to jest angielski samolot Spit...,Spit....,Spit....,Szpit...,Szpit...Szpic...Dostarczał wojsku wiele radości.

Wezwano mnie [ Mariana] do naczalstwa.

- Jesteście przyjacielem Janka to może byście z nim poćwiczyli.

- Masz rzeczywiście kłopoty z wymową ?

- Nie, ale wiesz że szukam sposobu na przejście do cywila. A dla ciebie mogę sto razy - Spitfajer, Spitfajer, Spitfajer......

Zameldowałem naczalstwu, że sprawa jest beznadziejna. Trzy godziny ćwiczyliśmy i żadnych postępów. Będzie dalej rozśmieszał wojsko i ośmieszał kadrę oficerską.

I pomaszerował Jasio do cywila.

20.08.2010 - Staszek.

Staszka Woźniaka spotkałem w Koszalinie, dokąd byłem wzywany dla pogłębiania wiedzy wojskowej. Mnie aż trzy razy i nie dlatego żem głąb, ale koniecznie chciano abym dowodził OPLotką.

Staszek był mistrzem Polski w boksie. Starzy kibice pamiętają że spuścił potworne baty świeżo upieczonemu mistrzowi Europy, czyli Januszowi Kasperczakowi.

Ale ja nie o tym.

- Wlepiono mi gwiazdkę chorążego i powołano na zawodowego. W sumie zmarnowano mi życie, bo czuję wstręt do wojska. Ani żony, ani rodziny, ani mieszkania. Przerzucają mnie z garnizonu do garnizonu. Mam dobry zawód bo jestem geodetą. Nijak z tego woja wypisać się nie można. Łobuzuję to mnie degradują, a jak łapię oddech to szybko awansują .żeby było z czego degradować. Z karnych raportów zaliczyłem wszystkie. Byłem nawet u samego Rokossowskiego i to dwa razy.

Nu czto Wozniak - huligan! Ja takich lubliu i ja wam gawariu czto sałdat z was budiet. Uchadi

Za drugim razem, to się tak ucieszył, że aż wyszedł zza biurka żeby się przywitać.

- Apiat' udarił mienia! Ja skazał czto sałdat z was budiet i budiet! Uchadi!

No i jak mówią - d... blada, nic tylko się powieś.

-Szkoda że nie masz nikogo na Zachodzie .Znasz ich fobie.

- To może być metoda. Ja nie mam, ale mój przyjaciel ma ciotką w USA. Jadę jutro do Poznania, coś razem wymyślimy.

Gdzieś tak po miesiącu, odszukał mnie Staszek.

- Idziemy na wódkę!

- Powód jest ?

- Jest! Jutro idę do cywila !

- Jak się to stało ?

- Opowiem ci przy wódce.

- Wzywają mnie do naczalstwa.

- Wiecie Woźniak, jeszcze raz rozpatrzyliśmy wasze podanie z marca i przychylamy się do waszej prośby[ a był wrzesień]

-To już nieaktualne.

- Aktualne, jak najbardziej, zwłaszcza że zaszły nowe okoliczności - ukryliście że macie rodzinę na Zachodzie.

- Nie mam

- A na adres jednostki, pocztą lotniczą przyszła do was paczka od niejakiej Kuszpietowskiej.

- To żadna rodzina. Jest to mojej ciotecznej babki synowa. Żadnego pokrewieństwa nie ma. A że na adres jednostki to prawidłowo bo tu mieszkam.

W paczce były dwie koszulki polo. Jedna dla ciebie za dobrą radę.

- Dzięki, ale ty boksujesz w muszej, a ja w ciężkiej. Będzie przyciasna. Strzelmy po lufie na nową drogę życia. I powodzenia !

13.08.2010 - ZIUTO.

Ziuto to mój przyjaciel z ławy szkolnej, harcerstwa i podwórka. Spotkałem go na obozie w Mrzeżynie gdzie dosługiwał zasadniczą służbę wojskową. A był szefem kompanii w stopniu plutonowego.

- Czuję że na zakończenie służby, awansują do stopnia chorążego i wcielą jako zawodowego do woja. Nie wiem jak się od tego wymigać. Wojo mi nie leży, bo ja bardzo lubię swój zawód.

- A ile odsiedziałeś w kiciu ?

- Ani minuty !

- To ty będziesz generałem.

Kiedy go spotkałem po roku ,powiedział:

- Przeanalizowaliśmy z moim przyjacielem Wackiem twoją sugestię. Doszliśmy do wniosku, że to może być - sposób. Przez ostatnie 80 dni prawie nie opuszczaliśmy kicia. W efekcie z całej dywizji tylko my dwaj ubraliśmy cywilne ubrania, a resztę kapralstwa awansowano i w kamasze!

Tu został obalony mit, że więzienie to nic dobrego. Ponieważ nasze ścieżki przestały się krzyżować, bo on został w Warszawie, a ja pętałem się po kraju - Ziuto w dowód wdzięczności ,przez wiele lat

mojemu ojcu na imieniny przynosił wspaniały tort. Bo trzeba wam wiedzieć , że mój przyjaciel jest znanym mistrzem cukiernictwa.

A swoją drogą miał podwójne szczęście. Jedno to że puścili do cywila. O drugim za chwilę.

Ostatnie ćwiczenia odsługiwałem w OTK [otyli, tumany, kulawi], albo OTK dla oficerów [ostatnia twoja kariera]. Czegoś tak zdemoralizowanego w życiu nie widziałem. Gdzieś tak w połowie października, jakiś szwej podpadł dowódcy.

-Zameldujcie się u profosa. Macie dziesięć dni ścisłego.

Po chwili szwej wraca.

- Panie kapitanie ,na razie odsiadki nie będzie, bo wolne miejsca są dopiero od połowy kwietnia.

06.08.2010 - Łomżynianki!

Znane z urody i intelektu wybrały się sporą gromadką na studia do Szczecina. Docenili ich walory nasi koledzy których kilku pożeniło się w Łomży. Mieli łatwiej, bo mieliśmy u nich dobre notowania.

A było tak : Kolonia warszawska skrzykiwała się na określony pociąg. W Łowiczu dogęszczano przedział Szuflą i Cezarym [z gorzałeczką świąteczną na wkupne].Tym samym szlakiem wędrowały łamżynianki.

Pewnego razu ,przychodzą dwie spłoszone dziewczyny.

- Poradźcie co robić? Pomyliłyśmy pociągi i wsiadłyśmy do pospiesznego. Przyszedł konduktor, zabrał bilety i kazał się zgłosić do dyżurnego ruchu. Będzie kara. No i jak by powiedział Kargul - popadły w kałabanię.

- Jechać dalej. Do Szczecina coś wymyślimy.

Jak nas instruował niezapomniany kpt. S. -otrzymaliście zadanie, trzeba rozpocząć pracę myślową. Trzeba tu dodać że przy wyjściu był odbierający bilety ,,bramkarz" i mysz by przez niego nie przeszła. Ale znalazłem wyjście. W Szczecinie poleciłem kolegom aby zaopiekowali się dziewczynami, moim bagażem i poczekali. Wyszedłem, kupiłem 9 peronówek, wręczyłem dziewczynom.

- Macie udawać stęsknione narzeczone, a panowie chwytają dziewczęce bagaże.

Tym prostym fortelem zyskaliśmy przyjaciółki.Podejrzewam że to udawanie przerodziło się w coś trwałego.

Czytany 1553 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 25 listopada 2013 21:33
Zaloguj się, by skomentować